 |
 PŁYWANIE Zazgrzytało w wodzie – kto chce utopić Olę Urbańczyk?
Piątek, 15 lipca 2005r.
Pływaczka Trójki Aleksandra Urbańczyk - dwa razy z
rzędu Sportowiec Roku regionu łódzkiego w plebiscycie naszej redakcji -
przygotowywała się do mistrzostw świata poza kadrą. Taka była jej wola,
a ona jest najważniejsza. W dyscyplinach indywidualnych zawodnik może
sobie wybrać trenera, z którym chce pracować i miejsce, w którym czuje
się najlepiej. Ola postanowiła zostać w Łodzi i trenować pod okiem
Mariusza Wędrychowicza, który odkrył jej talent i doprowadził ją do
dotychczasowych sukcesów. Ta decyzja to jej święte prawo, które trzeba
uszanować i wręcz nie przystoi krytykować. Wola Oli powinna zamknąć
wszelkie dyskusje, ale tak się nie stało.
Niektóre komentarze, płynące również z PZP, brzmiały
wręcz histerycznie, a przez to śmiesznie. To kuriozum, bo w takim tonie
nie wypowiadał się nikt wcześniej, kiedy swoją ścieżkę do Niemiec
wybrała Otylia Jędrzejczak, a w innym kierunku np. Bartosz Kizierowski.
Wydawało się, że związek uszanował wybór łodzianki.
Padły deklaracje życzliwości. W końcu jej chyba jednak zabrakło. Trener
Oli leci do Montrealu na koszt sponsora pływaczki - Uniqi. To jeszcze
da się uargumentować, bo związek przyjął zasadę, że nie finansuje
wyjazdów na MŚ trenerów klubowych. Zgrzytem jest natomiast odmówienie
Wędrychowiczowi akredytacji, która przecież nic nie kosztuje.
Postawiono go w sytuacji turysty, który będzie kierował trenin-gami Oli
zza płotu, a startami z trybuny, jeśli kupi sobie bilet. To upokorzenie
można odebrać nie jako brak dobrej woli, ale przejaw złej.
Ola leci do Montrealu reprezentować przede wszystkim
Polskę, a nie tylko sponsora, klub i swoją rodzinę. Kiedy zdobywała
złoto w Wiedniu, szczycił się tym również PZP. Warto o tym pamiętać.
Marek Kondraciuk
- Dziennik Łódzki
|